niedziela, 1 maja 2016

(5) Stanislaw Walkowski

(5) Stanislaw Walkowski

sobota, 19 lutego 2011

Po drodze z "Modlitwą w drodze"

Jakiś czas temu, właśnie tu na Facebooku, spotkałem "Modlitwę w drodze" i jakoś tak się złożyło, że zabraliśmy się wzajem ja korzystając z modlitewnych podcastów, a ich autorzy, ojcowie Jezuici, z mojej inspiracji dostosowując je również do wymogów serwisu iTunes. To cenna i jak dotąd jedna z pionierskich inicjatyw ewangelizacji za pośrednictwem mobilnego internetu realizowana przez i dla polskich katolików. Mam nadzieję, że Ojcowie póją za ciosem i niepoprzestaną na tej propozycji (może rozważania Wielkopostne?, może rozważania różańcowe?). Mam nadzieję, że znajdą się i ich naśladowcy i polski użytkownik urządzeń mobilnych opartych na systemach iOS, Android czy Windows będzie mógł korzystać z aplikacji udostępniających mu katolickie treści podobnie, jak to mogą robić wyznawcy z innych obszrów językowych (Pismo Św., modlitewnik, brewiarz, ...). Użytkownicy sprzętu mobilnego, opartego na wspomnianych systemach, nie stanowią może jeszcze u nas tak dużego rynku, by pisanie tych aplikacji mogło być zyskownym zajęciem, ale jeśli potraktować taką pracę w wymiarze misyjnym to można już połączyć przyjemne z pożytecznym. Poza tym, czy każde działanie musi być komercyjnym?
"Modlitwa w drodze" publikuje swoje podcasty na iTunes co sobotę, po sześć odcinków na kolejne dni tygodnia począwszy od niedzieli a kończąc na piątku. Uzupełniając dzisiaj opublikowane odcinki, zajrzałem do komentarzy, no i proszę nie było ich wiele, siedem zaledwie, ale za to jakie ważne. Na te siedem wpisów, trzy to opinie pozytywne, ważne, dla twórców przyjemne, ale chyba nie tak istotne, jak te pozostałe cztery. Ich tytuły wystarczą za treść: "bzdura", "nic nowego", "idiotów dewotów nie brakuje", "beznadzieja" i to one są najważniejsze bo poniekąd wypełniając proroctwo Symeona "oto ten przeznaczony jest na znak, któremu sprzeciwiać się będą" (Łk. 2,34) świadczą o potrzebie, trafności i prawdziwości tej inicjatywy. Uświadamiają i przypominają o potrzebie modlitwy za prześladowców, bezinteresownych prześmiewców, racjonalnych kpiarzy, dobrotliwych doradców od niewiary i tych deklarujących się jako wrogowie Boga i Kościoła.
P.S.
Przy okazji zainteresowanym polecam rownież "Kazania księdza Piotra" - homilie ks. Piotra Pawlukiewicza wygłaszane w kościele św. Anny w Warszawie, dostępne także na iTunes. Warte wysłuchania i rozważenia.

piątek, 7 maja 2010

Medialny szum, zamiast efektów

Po czterech tygodniach od katastrofy dzisiaj przypuszczono szturm medialny. Mieliśmy okazję, w serii konferencji i briefingów wysłuchać Prokuratora Generalnego, Edmunda Klicha - Przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych akredytowanego przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę w Smoleńsku i w końcu Marszałka Sejmu w roli Prezydenta, a czka nas pewnie jeszcze konferencja ministra Millera i ponowny briefing pełniącego obowiązki Prezydenta RP.

Mam jakąś niejasną obawę, że tak skoordynowane w czasie wypowiedzi nie są dziełem przypadku. Sądzę również, że nie są one efektem inicjatywy własnej panów Seremeta i Klicha. Nie, żebym miał coś przeciwko tym panom lub broń Boże przeciwko rzetelnym i jasnym informacjom skierowanym do społeczeństwa. Zdaje mi się jednak, że w żadnym z tych wypadków panowie nie mieli nic szczególnego do powiedzenia, pond to co już słyszeliśmy, a cała medialna akcja związana jest z chęcią "przykrycia" wczorajszej decyzji koalicji rządowej i SLD o odrzuceniu debaty nad rezolucją w sprawie przejęcia śledztwa.

Pan prokurator, poza przytoczeniem ilości teczek i stron zgromadzonych dokumentów oraz cyfrowych zdjęć zapewniał jedynie gorąco o bardzo dobrej współpracy z rosyjską prokuraturą, jak również o sprawnym i skrupulatnym prowadzeniu przez nią śledztwa. Te ostatnie stwierdzenia, jak zrozumiałem, oparł nie o jakieś badania, bo ich prowadzić nie mógł, ale w o słowa prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej.

Pan Klich, jak przystało na rządowego urzędnika, skrzętnie ominął wszelkie sprawy związane z pytaniem o powody, dla których Polska zgodziła się by, gospodarzami dochodzenia po katastrofie samolotu białoruskiego w Radomiu, byli właśnie Białorusini, a nie podjęła żadnych starań by w wypadku smoleńskiej katastrofy samemu uzyskać podobną pozycję. Bardzo delikatnie wspomniał o różnych proceduralnych kłopotach w kontaktach z MAK i rosyjską prokuraturą, ale takie pogłoski tośmy już słyszeli. Co do wypowiedzianych przez niego ocen rzetelności prowadzonego dochodzenia, ani sposobu dokumentacji miejsca katastrofy, czy też gromadzenia dowodów nie chcę się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Chciałbym jednak wierzyć, że wszelkie badania były, są i będą prowadzone tak drobiazgowo jak to opisuje w swoim blogu Stary Wiarus. Po ostatnich jednak doniesieniach o stanie miejsca katastrofy i porównaniu ich z opisem działań po katastrofie w Lockerbie - "Faza zbierania szczątków w Lockerbie trwała pięć miesięcy. Znaleziono około 1200 fragmentów wraku. Ponad 1000 policjantów i żołnierzy ręcznie wyzbierało z powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych ponad 10 tysięcy innych przedmiotów. Każdy znaleziony przedmiot opatrzono etykietką z miejscem i datą znalezienia, umieszczono w plastikowej torebce, a następnie po przewiezieniu do centralnego magazynu prześwietlono przy pomocy przemysłowej aparatury rentgenowskiej, oraz sprawdzono chromatografem gazowym na obecność śladow materiałów wybuchowych." - jakoś nie mogę w to uwierzyć. Podobnie, przy całej dobrej woli, mam wątpliwości co do jakości innych prac komisji, bo dlaczego jeśli w kwestii dokumentowania miejsca katastrofy postąpili tak niedbale, to w innych sprawach mieli by być bardziej profesjonalni? Niestety, ta konferencja nie rozwiała moich wątpliwości. Najistotniejszym chyba stwierdzeniem pana Klicha była jednoznacznie zła opinia o systemie szkolenia pilotów wojskowych w polskim wojsku oraz wskazanie na zaniedbania systemowe po polskiej stronie, jako na przyczynę katastrofy.

Pozostaje jeszcze, krótkie wystąpienie pana Marszałka Komorowskiego. Tu pojawił się jeden nowy aspekt. Otóż pan Marszałek raczył po ojcowsku napomnieć Prokuratora Generalnego, be ten pomimo dobrej współpracy z Rosjanami zechciał wykazać większą stanowczość w dziedzinie uzyskiwania materiałów z rosyjskiego śledztwa. Mówił jeszcze pan Marszałek, że dochodzenie prowadzone jest przez międzynarodową komisję i powtórzył top chyba ze dwa razy, nie racząc wyjśnić, bo nie sądzę, by nie tego nie wiedział, że to taka nazwa (najczęściej zamiast niej używany jest skrót MAK) wspólnej dla państw, byłych republik ZSRR - poza państwami bałtyckimi, komisji badania wypadków lotniczych i że jej międzynarodowość jest ograniczona i ułomna, i w praktyce sprowadza się do tego, że jest to po prostu komisja rosyjska.

Zgodnie z zapowiedzią pana Marszałka, czeka nas jeszcze jedno jego wystąpienie, po rozmowie z wracającym z Moskwy ministrem Millerem, też zapewne bez rewelacji, no chyba, że pan Komorowski i ministra zdecyduje się wezwać do większej efektywności i bardziej stanowczej postawy.

W obu wypadkach i pana Seremety, i pana Millera to wezwanie byłoby oczywiście na miejscu, gdyby nie dotychczasowa postawa rządu i marszałka. Ten ostatni dotychczas raczej wykazywał daleko idącą oszczędność w wypowiedziach o katastrofie. Ta nagła aktywność może mieć oczywiście różne przyczyny i może być różnie tłumaczona. Ja jednak pozostanę przy tym co już powiedziałem, chodzi o propagandowe zatarcie złego wrażenia jakie pozostało po dotychczasowych działaniach państwa, jego agend ( a w zasadzie po ich braku) i posłów PO.

Do tej przyczyny dodam jeszcze jedną. Otóż całe to medialne działanie ma dodatkowo, na celu stworzenie tła dla sukcesu, który pan Komorowski uzyska w czasie swojego spotkania z Prezydentem FR, no na przykład, decyzją prezydenta Miedwiediewa, zostaną wydane jakieś dokumenty ze śledztwa lub ustalone ostateczne terminy ich przesłania do Polski. Pożyjemy zobaczymy.

Pytanie, Które nie padło

Obejrzałem właśnie konferencję prasową posła Halickiego, Przewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Poza informacjami bieżącymi była mowa o jutrzejszej wizycie marszałka Komorowskiego w Rosji, odbywającej się na zaproszenie Prezydenta Rosji. Rozumiem, że tylko przez przeoczenie, nieuwagę, bądź stres związany z uczestnictwem w tej konferencji nikt nie zadał pytania o następującej lub zbliżonej treści:

Czy nie uważa Pan, że zaproszenie skierowane przez pana Miedwiediewa do marszałka Komorowskiego, który co prawda wypełnia obowiązki Prezydenta RP ale nim nie jest, jest natomiast kandydatem w wyborach prezydenckich, zwłaszcza w kontekście unikania przez Prezydentów Rosji (Putin, Miedwiediew) spotkań z poprzednimi Prezydentami RP (Kwaśniewskim i Kaczyńskim) jest co najmniej nieszczęśliwe i może być traktowane jako przejaw angażowania się Rosji w tocząca się w Polsce debatę polityczną i próbę wpływu na nastroje społeczne i wynik wyborów?

sobota, 24 kwietnia 2010

Aż skóra cierpnie

Czytam informacje, domysły i spekulacje, od których już od dwóch tygodni pęcznieją strony blogów i forów, wpisy na facebook'u, artykuły w części gazet co raz śmielej publikujących mnożące się pytania, wątpliwości i zarzuty. Czytam i skóra mi cierpnie.
Muszę powiedzieć, że w pierwszej chwili po tragedii, pomyślałem - to mógł być zamach. Potem, obserwując poczynania rządu i jego agend oraz prokuratury - nie robią nic bo ostateczna konkluzja może brzmieć - lekceważenie Prezydenta, lekceważenie przepisów, celowe obniżanie rangi wizyty, brak zabezpieczenia wizyty przez służby specjalne, złożyły się w ostateczności na dopuszczenie do lądowania na nieprzygotowanym lotnisku, bez przysługującej Prezydentowi oprawy ze strony kraju gospodarza. Taka konkluzja z punktu widzenia zbliżających się wyborów byłaby dla PO zabójcza.
Od paru dni jednak nieodparcie nasuwają mi się, hamowane dotąd podejrzenia, że to jednak nie było zdarzenie losowe.
Działania ABW, opowieść Sikorskiego, że o śmierci Prezydenta dowiedział się około 9 z telefonu od ambasadora ( dlaczego to on się pierwszy dowiedział, a nie premier, dlaczego od ambasadora, a nie służb specjalnych), brak ostatecznej informacji o godzinie katastrofy, związane ręce prokuratury - ta bez wsarcia rządu, czy też wprost jego inicjatywy, rzeczywiście chyba musi działać w ramach obowiązujących konwencji i umów, skoordynowana akcja rządu i wspierających go mediów oraz tzw autorytetów kwestionujących jakiekolwiek podejrzenia, to wszystko co uważałem za hańbiące zaniechania, a składałem dotychczas na karb amoralnej kalkulacji politycznych zysków i strat, to wszystko i jeszcze więcej, budzi zgrozę.
I nie chodzi, jedynie o to, że być może staliśmy się przedmiotem zbrodniczych działań obcych sił. Chodzi przede wszystkim o to, że w powietrzu wisi podejrzenie, iż sprawujący władzę w tych działaiach uczestniczyli, bądź biernie im się przyglądali, bądź w najlepszym wypadku postanowili wykorzystać je do zapewnienia sobie pełnej i niepodzielnej władzy politycznej i gospodarczej, do zatarcia śladów prowadzących do jakichś niechlubnych działań i zachowań w przeszłości.
Jeśli tak, a chciałbym wierzyć, że nie, to wydarzyło się coś o wiele bardziej strasznego i tragicznego niż sama tragedia śmierci Prezydenta i towarzyszących mu osób, coś na co trudno znaleźć określenie, bo słowa już się zdewaluowały.

piątek, 23 kwietnia 2010

Wątpliwości

SLD wskazało pana Napieralskigo na swgo kandydata na prezydenta, w zasadzie, w tym wyapdku nie interesuje mnie czy jest to pan X czy Y, nie moje drzewo i nie moje gruszki, i nie powinienem nawet o tej decyzji wspominać. Robię to, by podjąć próbę odpowiedzi napytanie:
Czy naprawdę jest tak że polska demokracja lub też w ogóle demokracja, jako taka zupełnie od sakralizowała funkcję najwyższego przedstawiciela narodu?
Czy rzeczywiście wymusza ona, realiami życia partyjnego, konieczność wystawiania przez partie polityczne kandydatów, według zasady " małe, ciasne ale własne"?
Czy jest tak, że kandydat na prezydenta może czuć się swobodnie prezentując poglądy partyjnego establishmentu , zamiast własnych?
Czy brak osobowości, zastąpiony partyjną prawomyślnością może zastąpić poczucie prawdziwego przywództwa opartego na własnym autorytecie i szacunku, wizji i zdolności do jej realizacji?
Czy w końcu ta desakralizacja jest aż taka, że kandydat może nie odczuwać drżenia nóg i głosu mówiąc: tak chcę być prezydentem?

wtorek, 20 kwietnia 2010

Pytania Które Muszę Postawić

PYTANIA, KTÓRE MUSZĘ POSTAWIĆ

Długo wahałem się, czy można, czy już wypada, widzę jednak, że co raz zaczynają pojawiać się nieśmiało różne informacje związane z naszym powrotem do twardej rzeczywistość. A to, kiedy wybory, a to, kto będzie kandydatem, nie mówiąc już o wiadomościach ze świata.
Wahałem się nie tylko, dlatego, że jeszcze za wcześnie, że nie wypada. Nie chciałem zajmować się tymi wszystkimi spekulacjami pojawiającymi się na forach, a dotyczącymi przyczyn katastrofy w Smoleńsku. Nie chciałem, chyba głośno, publicznie stawiać pytań, na które odpowiedzi, jeśliby w ogóle były by udzielone, to mogłyby być dla nas bolesne nie mniej niż sama katastrofa.

Wahałem się, nie chciałem, wszystko jedno, dłużej czekać nie mogę i chcę wyjaśnień. Chcę odpowiedzi, jasnej i klarownej na następujące pytania:

Dlaczego premier Tusk przyjął zaproszenie Putina i zdecydował się na organizację konkurencyjnych uroczystości w Katyniu?

Fakty:




Dlaczego Rząd i media formułowały opinie o wyjeździe Prezydenta do Katynia, jako o reakcji na zaplanowane spotkanie Tusk - Putin, podczas gdy wyjazd ten planowany był od miesięcy, wspólnie wieloma organizacjami i organizowany przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa?
Fakty:


Dlaczego Polska ustami premiera Tuska już w dniu 10 kwietnia nie zażądała zwrotu wszelkich dokumentów i rzeczy osobistych Prezydenta i innych urzędników, którzy zginęli w katastrofie i dlaczego premier Tusk nie przywiózł ich ze sobą do Polski?

Dlaczego dokumenty te, a przynajmniej dokumenty Prezydenta zostały przekazane dopiero 15 lutego? I proszę nie opowiadać, że wymogi śledztwa upoważniają Rosję do przetrzymywania dokumentów poległych na ich terytorium dokumentów polityków innego państwa.
Fakty:


Dlaczego prezydencki samolot, pomimo, iż wizyta miała charakter wizyty prywatnej nie miał zapewnionych przy lądowaniu w Smoleńsku takich samych warunków bezpieczeństwa, jakie zapewniono w dniu 7 kwietnia samolotom premierów Putina i Tuska ( media informowały, że w tym dniu lotnisko zostało doposażone w dodatkowe mobilne urządzenia nawigacyjne)?
Fakty:



Dlaczego o katastrofie pierwszy dowiedział się minister spraw zagranicznych, za pośrednictwem naszego ambasadora w Moskwie, choć w takiej sprawie to premier powinien być pierwszą informowaną osobą i to nie przez ambasadora, a nasze służby specjalne, które powinny monitorować lot, i podobno go monitorowały?
Fakty:


Dlaczego śledztwo polskiej prokuratury, wszczęte już w dniu katastrofy, wszczęto w sprawie: "nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym, w wyniku której śmierć ponieśli wszyscy pasażerowie samolotu TU-154 Sił Powietrznych RP, numer boczny 101, w tym prezydent RP Lech Kaczyński oraz członkowie załogi", z góry wykluczając inne możliwości?
Fakty:


Dlaczego dopiero wczoraj Polska poprosiła o udostępnienie zapisów czarnych skrzynek, pomimo, że już kilka dni wcześniej prokurator deklarował, że ich zapisy będą publicznie udostępnione? Jak można coś obiecywać, gdy nie jest się dysponentem?
Fakty:



Dlaczego przyjęto założenie, że śledztwo w sprawie katastrofy prowadzone będzie na zasadach ogólnych tzn., że prowadzić je będzie strona rosyjska, a nie na przykład specjalnie powołana międzynarodowa komisja? To nie był tragiczny, ale zwykły wypadek w komunikacji lotniczej, to był wypadek samolotu specjalnego z głową państwa na pokładzie.

Dlaczego w końcu takich i podobnych pytań nie stawia się w sferze publicznej?


Mam prawo, jako obywatel poznać odpowiedzi na te pytania. Mam obowiązek, jako obywatel te pytania postawić i żądać odpowiedzi i wyjaśnień. I nie stawiam ich po to by kogokolwiek obrzić, by a priori dokonywać jakichś sądów, by bez znajomości faktów oskarżać. Pytam, mamy nie tylko prawo ale zobowiązanie w stosunko do Polski, naszej teraźniejszości i przyszłości.

Rząd ma obowiązek wyśnić nam wszystkie okoliczności tej katastrofy, zarówno techniczne jak i polityczne.