piątek, 7 maja 2010

Medialny szum, zamiast efektów

Po czterech tygodniach od katastrofy dzisiaj przypuszczono szturm medialny. Mieliśmy okazję, w serii konferencji i briefingów wysłuchać Prokuratora Generalnego, Edmunda Klicha - Przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych akredytowanego przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę w Smoleńsku i w końcu Marszałka Sejmu w roli Prezydenta, a czka nas pewnie jeszcze konferencja ministra Millera i ponowny briefing pełniącego obowiązki Prezydenta RP.

Mam jakąś niejasną obawę, że tak skoordynowane w czasie wypowiedzi nie są dziełem przypadku. Sądzę również, że nie są one efektem inicjatywy własnej panów Seremeta i Klicha. Nie, żebym miał coś przeciwko tym panom lub broń Boże przeciwko rzetelnym i jasnym informacjom skierowanym do społeczeństwa. Zdaje mi się jednak, że w żadnym z tych wypadków panowie nie mieli nic szczególnego do powiedzenia, pond to co już słyszeliśmy, a cała medialna akcja związana jest z chęcią "przykrycia" wczorajszej decyzji koalicji rządowej i SLD o odrzuceniu debaty nad rezolucją w sprawie przejęcia śledztwa.

Pan prokurator, poza przytoczeniem ilości teczek i stron zgromadzonych dokumentów oraz cyfrowych zdjęć zapewniał jedynie gorąco o bardzo dobrej współpracy z rosyjską prokuraturą, jak również o sprawnym i skrupulatnym prowadzeniu przez nią śledztwa. Te ostatnie stwierdzenia, jak zrozumiałem, oparł nie o jakieś badania, bo ich prowadzić nie mógł, ale w o słowa prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej.

Pan Klich, jak przystało na rządowego urzędnika, skrzętnie ominął wszelkie sprawy związane z pytaniem o powody, dla których Polska zgodziła się by, gospodarzami dochodzenia po katastrofie samolotu białoruskiego w Radomiu, byli właśnie Białorusini, a nie podjęła żadnych starań by w wypadku smoleńskiej katastrofy samemu uzyskać podobną pozycję. Bardzo delikatnie wspomniał o różnych proceduralnych kłopotach w kontaktach z MAK i rosyjską prokuraturą, ale takie pogłoski tośmy już słyszeli. Co do wypowiedzianych przez niego ocen rzetelności prowadzonego dochodzenia, ani sposobu dokumentacji miejsca katastrofy, czy też gromadzenia dowodów nie chcę się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Chciałbym jednak wierzyć, że wszelkie badania były, są i będą prowadzone tak drobiazgowo jak to opisuje w swoim blogu Stary Wiarus. Po ostatnich jednak doniesieniach o stanie miejsca katastrofy i porównaniu ich z opisem działań po katastrofie w Lockerbie - "Faza zbierania szczątków w Lockerbie trwała pięć miesięcy. Znaleziono około 1200 fragmentów wraku. Ponad 1000 policjantów i żołnierzy ręcznie wyzbierało z powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych ponad 10 tysięcy innych przedmiotów. Każdy znaleziony przedmiot opatrzono etykietką z miejscem i datą znalezienia, umieszczono w plastikowej torebce, a następnie po przewiezieniu do centralnego magazynu prześwietlono przy pomocy przemysłowej aparatury rentgenowskiej, oraz sprawdzono chromatografem gazowym na obecność śladow materiałów wybuchowych." - jakoś nie mogę w to uwierzyć. Podobnie, przy całej dobrej woli, mam wątpliwości co do jakości innych prac komisji, bo dlaczego jeśli w kwestii dokumentowania miejsca katastrofy postąpili tak niedbale, to w innych sprawach mieli by być bardziej profesjonalni? Niestety, ta konferencja nie rozwiała moich wątpliwości. Najistotniejszym chyba stwierdzeniem pana Klicha była jednoznacznie zła opinia o systemie szkolenia pilotów wojskowych w polskim wojsku oraz wskazanie na zaniedbania systemowe po polskiej stronie, jako na przyczynę katastrofy.

Pozostaje jeszcze, krótkie wystąpienie pana Marszałka Komorowskiego. Tu pojawił się jeden nowy aspekt. Otóż pan Marszałek raczył po ojcowsku napomnieć Prokuratora Generalnego, be ten pomimo dobrej współpracy z Rosjanami zechciał wykazać większą stanowczość w dziedzinie uzyskiwania materiałów z rosyjskiego śledztwa. Mówił jeszcze pan Marszałek, że dochodzenie prowadzone jest przez międzynarodową komisję i powtórzył top chyba ze dwa razy, nie racząc wyjśnić, bo nie sądzę, by nie tego nie wiedział, że to taka nazwa (najczęściej zamiast niej używany jest skrót MAK) wspólnej dla państw, byłych republik ZSRR - poza państwami bałtyckimi, komisji badania wypadków lotniczych i że jej międzynarodowość jest ograniczona i ułomna, i w praktyce sprowadza się do tego, że jest to po prostu komisja rosyjska.

Zgodnie z zapowiedzią pana Marszałka, czeka nas jeszcze jedno jego wystąpienie, po rozmowie z wracającym z Moskwy ministrem Millerem, też zapewne bez rewelacji, no chyba, że pan Komorowski i ministra zdecyduje się wezwać do większej efektywności i bardziej stanowczej postawy.

W obu wypadkach i pana Seremety, i pana Millera to wezwanie byłoby oczywiście na miejscu, gdyby nie dotychczasowa postawa rządu i marszałka. Ten ostatni dotychczas raczej wykazywał daleko idącą oszczędność w wypowiedziach o katastrofie. Ta nagła aktywność może mieć oczywiście różne przyczyny i może być różnie tłumaczona. Ja jednak pozostanę przy tym co już powiedziałem, chodzi o propagandowe zatarcie złego wrażenia jakie pozostało po dotychczasowych działaniach państwa, jego agend ( a w zasadzie po ich braku) i posłów PO.

Do tej przyczyny dodam jeszcze jedną. Otóż całe to medialne działanie ma dodatkowo, na celu stworzenie tła dla sukcesu, który pan Komorowski uzyska w czasie swojego spotkania z Prezydentem FR, no na przykład, decyzją prezydenta Miedwiediewa, zostaną wydane jakieś dokumenty ze śledztwa lub ustalone ostateczne terminy ich przesłania do Polski. Pożyjemy zobaczymy.

Pytanie, Które nie padło

Obejrzałem właśnie konferencję prasową posła Halickiego, Przewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Poza informacjami bieżącymi była mowa o jutrzejszej wizycie marszałka Komorowskiego w Rosji, odbywającej się na zaproszenie Prezydenta Rosji. Rozumiem, że tylko przez przeoczenie, nieuwagę, bądź stres związany z uczestnictwem w tej konferencji nikt nie zadał pytania o następującej lub zbliżonej treści:

Czy nie uważa Pan, że zaproszenie skierowane przez pana Miedwiediewa do marszałka Komorowskiego, który co prawda wypełnia obowiązki Prezydenta RP ale nim nie jest, jest natomiast kandydatem w wyborach prezydenckich, zwłaszcza w kontekście unikania przez Prezydentów Rosji (Putin, Miedwiediew) spotkań z poprzednimi Prezydentami RP (Kwaśniewskim i Kaczyńskim) jest co najmniej nieszczęśliwe i może być traktowane jako przejaw angażowania się Rosji w tocząca się w Polsce debatę polityczną i próbę wpływu na nastroje społeczne i wynik wyborów?

sobota, 24 kwietnia 2010

Aż skóra cierpnie

Czytam informacje, domysły i spekulacje, od których już od dwóch tygodni pęcznieją strony blogów i forów, wpisy na facebook'u, artykuły w części gazet co raz śmielej publikujących mnożące się pytania, wątpliwości i zarzuty. Czytam i skóra mi cierpnie.
Muszę powiedzieć, że w pierwszej chwili po tragedii, pomyślałem - to mógł być zamach. Potem, obserwując poczynania rządu i jego agend oraz prokuratury - nie robią nic bo ostateczna konkluzja może brzmieć - lekceważenie Prezydenta, lekceważenie przepisów, celowe obniżanie rangi wizyty, brak zabezpieczenia wizyty przez służby specjalne, złożyły się w ostateczności na dopuszczenie do lądowania na nieprzygotowanym lotnisku, bez przysługującej Prezydentowi oprawy ze strony kraju gospodarza. Taka konkluzja z punktu widzenia zbliżających się wyborów byłaby dla PO zabójcza.
Od paru dni jednak nieodparcie nasuwają mi się, hamowane dotąd podejrzenia, że to jednak nie było zdarzenie losowe.
Działania ABW, opowieść Sikorskiego, że o śmierci Prezydenta dowiedział się około 9 z telefonu od ambasadora ( dlaczego to on się pierwszy dowiedział, a nie premier, dlaczego od ambasadora, a nie służb specjalnych), brak ostatecznej informacji o godzinie katastrofy, związane ręce prokuratury - ta bez wsarcia rządu, czy też wprost jego inicjatywy, rzeczywiście chyba musi działać w ramach obowiązujących konwencji i umów, skoordynowana akcja rządu i wspierających go mediów oraz tzw autorytetów kwestionujących jakiekolwiek podejrzenia, to wszystko co uważałem za hańbiące zaniechania, a składałem dotychczas na karb amoralnej kalkulacji politycznych zysków i strat, to wszystko i jeszcze więcej, budzi zgrozę.
I nie chodzi, jedynie o to, że być może staliśmy się przedmiotem zbrodniczych działań obcych sił. Chodzi przede wszystkim o to, że w powietrzu wisi podejrzenie, iż sprawujący władzę w tych działaiach uczestniczyli, bądź biernie im się przyglądali, bądź w najlepszym wypadku postanowili wykorzystać je do zapewnienia sobie pełnej i niepodzielnej władzy politycznej i gospodarczej, do zatarcia śladów prowadzących do jakichś niechlubnych działań i zachowań w przeszłości.
Jeśli tak, a chciałbym wierzyć, że nie, to wydarzyło się coś o wiele bardziej strasznego i tragicznego niż sama tragedia śmierci Prezydenta i towarzyszących mu osób, coś na co trudno znaleźć określenie, bo słowa już się zdewaluowały.

piątek, 23 kwietnia 2010

Wątpliwości

SLD wskazało pana Napieralskigo na swgo kandydata na prezydenta, w zasadzie, w tym wyapdku nie interesuje mnie czy jest to pan X czy Y, nie moje drzewo i nie moje gruszki, i nie powinienem nawet o tej decyzji wspominać. Robię to, by podjąć próbę odpowiedzi napytanie:
Czy naprawdę jest tak że polska demokracja lub też w ogóle demokracja, jako taka zupełnie od sakralizowała funkcję najwyższego przedstawiciela narodu?
Czy rzeczywiście wymusza ona, realiami życia partyjnego, konieczność wystawiania przez partie polityczne kandydatów, według zasady " małe, ciasne ale własne"?
Czy jest tak, że kandydat na prezydenta może czuć się swobodnie prezentując poglądy partyjnego establishmentu , zamiast własnych?
Czy brak osobowości, zastąpiony partyjną prawomyślnością może zastąpić poczucie prawdziwego przywództwa opartego na własnym autorytecie i szacunku, wizji i zdolności do jej realizacji?
Czy w końcu ta desakralizacja jest aż taka, że kandydat może nie odczuwać drżenia nóg i głosu mówiąc: tak chcę być prezydentem?

wtorek, 20 kwietnia 2010

Pytania Które Muszę Postawić

PYTANIA, KTÓRE MUSZĘ POSTAWIĆ

Długo wahałem się, czy można, czy już wypada, widzę jednak, że co raz zaczynają pojawiać się nieśmiało różne informacje związane z naszym powrotem do twardej rzeczywistość. A to, kiedy wybory, a to, kto będzie kandydatem, nie mówiąc już o wiadomościach ze świata.
Wahałem się nie tylko, dlatego, że jeszcze za wcześnie, że nie wypada. Nie chciałem zajmować się tymi wszystkimi spekulacjami pojawiającymi się na forach, a dotyczącymi przyczyn katastrofy w Smoleńsku. Nie chciałem, chyba głośno, publicznie stawiać pytań, na które odpowiedzi, jeśliby w ogóle były by udzielone, to mogłyby być dla nas bolesne nie mniej niż sama katastrofa.

Wahałem się, nie chciałem, wszystko jedno, dłużej czekać nie mogę i chcę wyjaśnień. Chcę odpowiedzi, jasnej i klarownej na następujące pytania:

Dlaczego premier Tusk przyjął zaproszenie Putina i zdecydował się na organizację konkurencyjnych uroczystości w Katyniu?

Fakty:




Dlaczego Rząd i media formułowały opinie o wyjeździe Prezydenta do Katynia, jako o reakcji na zaplanowane spotkanie Tusk - Putin, podczas gdy wyjazd ten planowany był od miesięcy, wspólnie wieloma organizacjami i organizowany przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa?
Fakty:


Dlaczego Polska ustami premiera Tuska już w dniu 10 kwietnia nie zażądała zwrotu wszelkich dokumentów i rzeczy osobistych Prezydenta i innych urzędników, którzy zginęli w katastrofie i dlaczego premier Tusk nie przywiózł ich ze sobą do Polski?

Dlaczego dokumenty te, a przynajmniej dokumenty Prezydenta zostały przekazane dopiero 15 lutego? I proszę nie opowiadać, że wymogi śledztwa upoważniają Rosję do przetrzymywania dokumentów poległych na ich terytorium dokumentów polityków innego państwa.
Fakty:


Dlaczego prezydencki samolot, pomimo, iż wizyta miała charakter wizyty prywatnej nie miał zapewnionych przy lądowaniu w Smoleńsku takich samych warunków bezpieczeństwa, jakie zapewniono w dniu 7 kwietnia samolotom premierów Putina i Tuska ( media informowały, że w tym dniu lotnisko zostało doposażone w dodatkowe mobilne urządzenia nawigacyjne)?
Fakty:



Dlaczego o katastrofie pierwszy dowiedział się minister spraw zagranicznych, za pośrednictwem naszego ambasadora w Moskwie, choć w takiej sprawie to premier powinien być pierwszą informowaną osobą i to nie przez ambasadora, a nasze służby specjalne, które powinny monitorować lot, i podobno go monitorowały?
Fakty:


Dlaczego śledztwo polskiej prokuratury, wszczęte już w dniu katastrofy, wszczęto w sprawie: "nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym, w wyniku której śmierć ponieśli wszyscy pasażerowie samolotu TU-154 Sił Powietrznych RP, numer boczny 101, w tym prezydent RP Lech Kaczyński oraz członkowie załogi", z góry wykluczając inne możliwości?
Fakty:


Dlaczego dopiero wczoraj Polska poprosiła o udostępnienie zapisów czarnych skrzynek, pomimo, że już kilka dni wcześniej prokurator deklarował, że ich zapisy będą publicznie udostępnione? Jak można coś obiecywać, gdy nie jest się dysponentem?
Fakty:



Dlaczego przyjęto założenie, że śledztwo w sprawie katastrofy prowadzone będzie na zasadach ogólnych tzn., że prowadzić je będzie strona rosyjska, a nie na przykład specjalnie powołana międzynarodowa komisja? To nie był tragiczny, ale zwykły wypadek w komunikacji lotniczej, to był wypadek samolotu specjalnego z głową państwa na pokładzie.

Dlaczego w końcu takich i podobnych pytań nie stawia się w sferze publicznej?


Mam prawo, jako obywatel poznać odpowiedzi na te pytania. Mam obowiązek, jako obywatel te pytania postawić i żądać odpowiedzi i wyjaśnień. I nie stawiam ich po to by kogokolwiek obrzić, by a priori dokonywać jakichś sądów, by bez znajomości faktów oskarżać. Pytam, mamy nie tylko prawo ale zobowiązanie w stosunko do Polski, naszej teraźniejszości i przyszłości.

Rząd ma obowiązek wyśnić nam wszystkie okoliczności tej katastrofy, zarówno techniczne jak i polityczne.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Pogrzeb Prezydenta RP

18 kwietnia 2010 roku – Zamyślenia
Pogrzeb JE Prezydenta RP prof. Lecha Kaczyńskiego i Jego Małżonki Prezydentowej Marii Kaczyńskiej

No i nie wiem od czego zacząć. Nie wiem, bo mam mieszane uczucia, a wynika to stąd, że ta nierzeczywista rzeczywistość działa się jakby w dwóch sferach. Tej podstawowej to jest ceremonii pogrzebowej i tej związanej z organizacją, a może bardziej stosunkiem organizatora, organizatorów? do obywateli.

Pozostając w relacji do chronologii wydarzeń powinienem zacząć od tej ostatniej, ale to co chcę napisać, to przecież nie sprawozdanie ani reportaż, a opis odczuć, przemyśleń. Zacznę więc od końca.

Dojmująca cisza królewskiej katedry, odmierzana miarowym stukiem obcasów żołnierzy niosących trumny Prezydenta i jego Małżonki na miejsce ostatecznego spoczynku. Ten odgłos uderzenia butów o kamienną posadzkę, zwielokrotniony katedralnym echem, odbijający się od sklepienia Katedry czy może Nieba i uderzający spotęgowaną mocą, w królewskie nagrobki i rozdzierający dojmującą ciszę. To zderzenie miarowego kroku, z ciszą nieskończoności, znane tej Katedrze, bo przeżyła nie jeden królewski pochówek, ale dla mnie zaskakujące, bo wcześniej nie doświadczone, dojmujące, bo będące ostatecznym rozdzieleniem pomiędzy ruchem przypisanym życiu i ciszą wiecznego spoczynku. Ten kontredans ciszy przedwczesnej i nieoczekiwanej i żałobnego wołania kamieni posadzki nad trumnami cichych w swej wielkości, wielkości mającej miarę w pracy, sercu i miłości pozostanie w mych uszach na całe życie.

Kościół Mariacki, Rynek, Grodzka, Świętego Idziego, Podzamcze, Katedralne Wrota, utarty szlak rozgadanych wycieczek, Królewski Trakt – ostatnia droga polskich królów, ostatnia publiczna podróż Prezydenta. Królewski kondukt, na królewskim trakcie w czas bezkrólewia, odpływający w Wieczność wraz z głosem Zygmuntowego dzwonu. Jeszcze Polska nie zginęła …, Dziękujemy!, Lech Kaczyński! to nasze ostatnie do Ciebie Prezydencie słowa, bo my, jakkolwiek mając w pamięci wszystkich poległych w Smoleńsku, dziś cześć i honor oddawaliśmy Tobie. Modliliśmy się, Śpiewali, Krzyczeli, Pozdrawiali i Dziękowaliśmy Tobie, z potrzeby naszych serc, bez scenariusza, bez żadnych moderatorów, Tobie naszemu Prezydentowi, któremu skąpiliśmy wsparcia gdy żył.

Dziwna mowa pożegnalna Marszałka Komorowskiego, a przecież trzeba było tak niewiele, trzeba było tylko powiedzieć: Panie Prezydencie w politycznej walce, w sporach, które przecież w naturalny sposób wynikają z dzielących nas różnic politycznych, przebraliśmy miarę, wpadliśmy w ślepy zaułek, bo zamiast toczyć je o sprawy stanowiące istotę polityki, istotę działań do wykonywania, których zostaliśmy zobowiązani wolą Narodu, podjęliśmy bezpardonową walkę z istota ludzką, z Panem. Dziś przepraszamy i Pana i Naród. Po takim wystąpieniu panie Marszałku, pod warunkiem oczywiście, że byłoby ono szczere dostałby Pan oklaski nie mniejsze niż pan Przewodniczący Śniadek, a tak, to sam Pan wie, daliśmy tyle braw ile trzeba by nie naruszyć zasad kurtuazji, ale równocześnie by powiedzieć Panu, że polityczny testament pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego odczytujemy inaczej i nie zawężamy go jedynie do sprawy katyńskiej.


Mądre, szczere, podszyte uczuciem i wzruszeniem słowa pożegnania, wypowiedziane przez pana Przewodniczącego NSZZ Solidarność, wielokrotnie akcentowane i przerywane przeciągłymi oklaskami, jakby w kontraście do wypowiedzi Marszałka Komorowskiego to dowód, że pomimo upływu lat i zmiany pokoleń wciąż mamy w sobie tę narodowa mądrość pozwalającą oddzielić ziarna od plew.

Bazylika Najświętszej Maryi Panny unosząca się niebiesko złotym Niebem nad trumnami spoczywającymi u stóp Vita Stwoszowego ołtarza, wspaniała i dostojna liturgia przygotowana przez watykańskiego , papieskiego liturgistę i przedziwna obecność Wschodu przy braku Zachodu, co znalazł wygodne usprawiedliwienie w wulkanicznych pyłach. Wasza, Prezydentostwo ostatnia Msza Święta i choć nie było nas tam ciałem, to stłoczeni na placach zalanych prażącym z czystego nieba słońcem, byliśmy tam duchem i modlitwą.

Bojaźliwe, przywitanie, jakby czcigodny, witający przestraszył się królewskiego pochówku na Wawelu i szukał usprawiedliwienia swej decyzji w nadaniu mu symboliki uczczenia śmierci wszystkich 96 ofiar i w ogóle wszystkich ofiar Katynia, jakby nie dostrzegając, że nasze całotygodniowe zachowanie i nasza dzisiejsza obecność w wystarczający sposób świadczą o woli Narodu, która przecież wyprzedza Jego wolę i usprawiedliwia Jego decyzję.

Chichot historii, złośliwość technologii, a może po prostu czyjeś wyrachowanie sprawiło, że gdy po ponad dwugodzinnym oczekiwaniu, około ósmej trzydzieści wpuszczono nas na Rynek, do biletowanego sektora, to przywitał nas głos pana redaktora Kuźniara z TVN24, którego to pana nawet w największym przypływie dobrej woli, trudno w takim miejscu i czasie uznać za osobę pożądaną. Ten sam złośliwy los, bądź złośliwy ktoś sprawił, że gdy po wprowadzeniu Prezydenta i jego Małżonki do bazyliki, trwało w niej modlitewne czuwanie, nam którzyśmy tu przyszli by czuwać i modlić się zafundowano z telebimów niespodziewanego kaznodzieję w osobie pana Ryszarda Kalisza, człowieka kształconego i miłego ale zupełnie do tej roli niepredestynowanego. Pocieszające, że wbrew ryczącym głośnikom i nieoczekiwanym obrazom my bezimienny tłum potrafiliśmy się modlić. To takie małe zwycięstwo, pokazujące, że można niepodporządkować się woli mediów, że można je ignorować.

Cześć ich pamięci! Niech spoczywają w pokoju Pana! I niech ich wieczna warta nie da nam spokoju ducha!

I na koniec refleksja krótka i smutna. Rozumiem, że zorganizowanie tak wielkich uroczystości, zwłaszcza pod presją zapowiadanego przyjazdu dziesiątków, światowej rangi polityków, może skutkować pewnymi niedociągnięciami i brakami, mam jednak nieodparte wrażenie, że organizatorzy tak się skupili na potencjalnych gościach z zagranicy, że o krajowcach zapomnieli zupełnie, a to przecież my sól tej ziemi, byliśmy solą tych wielkich dni.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Zamyślenia

Zamyślenia


Dziś minął 8 dzień od tragicznej soboty 10 kwietnia 2010, jesteśmy w połowie ceremonii pogrzebowej Prezydenta RP i jego Małżonki, za nami tydzień bólu, żalu, wstydu i żałoby ale też tydzień modlitwy, wspólnych przeżyć, poczucia narodowej przynależności i jedności.

Może nie jest to najlepszy czas na czynienie jakichś podsumowań, prowadzenie analiz i snucie projekcji przyszłych zdarzeń. Pewnie tak, ale ten czas refleksji na trumnami jaki nam darowano w dzisiejszą noc, nie pozwala mi milczeć. Muszę zanotować to co za chwilę może ulecieć, ulec jakiejś narzuconej przez media relatywizacji lub po prostu usunąć się w zakamarki pamięci pod wpływem natłoku zdarzeń, przywróconej do życia codzienności.

Strata, którą zostaliśmy dotknięci jest tak wielka, że rozum ma trudności z jej ogarnięciem. I jakkolwiek trudno nam ją zrozumieć i zaakceptować to ewidentna większość Narodu zrozumiała niewątpliwie, że jest to utrata Prezydenta RP i dziesiątek wspaniałych ludzi w sensie osobowym, materialnym ale także, a może przede wszystkim głębokie zmiany w tym, co zwano kiedyś imponderabliami. To one przecież stanowią o tym, że na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego niejednemu twardzielowi kręci się w oku łza, że identyfikujemy się często poprzez wielkie osobowości, że jakkolwiek od stuleci nie ma wśród nas świadków naszej chwały i naszych upadków to czujemy się spadkobiercami przeszłych wieków, że "Bóg, Honor, Ojczyzna" wciąż nas zobowiązują.

Zmiany, a nie uszczerbek czy strata, bo przecież na naszych oczach media dokonały niebywałej volty, czegoś co chyba nigdy przedtem się nie wydarzyło, pokazały prawdziwą twarz osób dotąd znieważanych, ośmieszanych, przedstawianych jako zagrożenie dla bytu narodowego. To ciekawe zjawisko, bo nie chodzi tylko o zwyczajowe, dobre słowa o tych co odeszli, chodzi o totalną zmianę wizerunku. Czy ruszyło je, media "sumienie", czy też już tak zszargały zmarłych za ich życia, że nie było co odbrązawiać, a może to my Naród swą wolną, żywiołową reakcją zmusiliśmy je do mówienia prawdy? Jeśli tak to pomyślmy jaka jest nasza siła dokonywania zmian, przebudowy świata gdy tylko podejmujemy działanie zamiast kultywowania społecznego bezruchu.

Przesuwają się przed moimi oczyma obrazy dziewcząt i chłopców w harcerskich mundurach, służących pomocą przed Pałacem Prezydenckim - jak mówią z poczucia obowiązku. Niech będą błogosławieni w swym młodzieńczym zapale.

Seniorów, co swe wychowanie odebrali jeszcze w II Rzeczpospolitej, którzy wbrew swemu wiekowi, trudom życia, chorobom i ułomnościom składają hołd stojąc w deszczu, słońcu i wietrze, w dzień i w nocy w wielogodzinnej pielgrzymce Warszawy i Polski do prezydenckich trumien. Niech będą błogosławieni w swej starczej wytrwałości.

Rodziców z dziećmi, często z ich wianuszkiem, zmęczonych trudem własnym i swych maleńkich pociech, powoli, po kilkanaście godzin trwającym pochodzie klękających przed prezydencką parą. Niech będą błogosławieni w wychowawczym trudzie.

Bezimiennych kobiet i mężczyzn przesuwających paciorki Różańca w modlitwie za poległych, tajemnica za tajemnicą, cząstka za cząstką w modlitewnej zadumie wielogodzinnego oczekiwania. Niech będą błogosławieni w tym wypraszaniu błogosławieństw.

Twarze tysięcy robotników, studentów, uczniów, sportowców, nauczycieli, lekarzy, urzędników, matek, ojców i dziadków, starych i młodych, z Warszawy i wszystkich miejsc gdzie żyją Polacy, zmęczone i ogarnięte żalem i wzruszeniem. Niech będą błogosławione w spełnianiu powinności sumienia i narodowego obowiązku.

Kościoły samorzutnie zapełniające się wiernymi, ich tysiącami, setkami tysięcy. Zawierzeniem Bogu. Wyzwaniem rzuconym w twarz laickiej Europie.

Ból i rozpacz tych co zostali ten, który widzieliśmy u tych co mieli łaską odzyskać ciała najbliższych i głuchą rozpacz tych, którzy wciąż czekają.

Piękne i wzruszające słowa Macieja Łopińskiego, dostojne prawdą słowa księdza Arcybiskupa Józefa Michalika.

Majestat śmierci i majestat Rzeczpospolitej w królewskim kondukcie zdążającym do Katedry Św. Jana.

Twarz brata.

Są i złe obrazy, twarzy zapiekłych, ust ziejących nienawiścią, słów nieprzystojnych, fałszywego strapienia pokrywającego wewnętrzną radość - tych jakkolwiek nie chcę zapomnieć, to nie chcę ich również wspominać.

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a nam strapionym sen i ukojenie.

piątek, 16 kwietnia 2010

Panu Radkowi Sikorskiemu et consortes

Oglądałem wczoraj, a dziś przejrzałem jeszcze raz na stronach TVP, rozmowę z panem ministrem Sikorskim wyemitowaną przez dwójkę w programie "Minęła dwudziesta" i czuję się wewnętrznie zmuszony by dać upust memu zniesmaczeniu.

Nie jestem w stanie zrozumieć ani intencji zapraszającej, skądinąd wydawałoby się dość rozsądnej dziennikarki, ani tym bardziej bezczelności pana ministra, który nie dość, że to zaproszenie przyjął, to jeszcze z charakterystyczną mu swadą opisywał swoją rolę w przekazywaniu tragicznej wiadomości. Z wypowiedzi pana ministra wynika również, ku memu już nie zdumieniu ale niestosownemu w obecnej sytuacji rozbawieniu, że decyzja prezydenta USA o osobistym uczestnictwie w pogrzebie, to jego i rządu zasługa.

No, cóż pan Sikorski skromnością nigdy nie grzeszył i w podnoszeniu zasług własnych i rządu bywał nie mniej zapalczywy jak w zwalczaniu pana Prezydenta. To osobiste i publiczne zaangażowanie się w akcję kontestowania, ośmieszania i obrażania Prezydenta RP, w wypadku konstytucyjnego ministra, w szczególności ministra spraw zagranicznych było szczególnie podłe. W kraju, w którym sądy stoją na straży konstytucji i praw obywatelskich, a społeczeństwo angażuje się w życie polityczne musiałoby się to skończyć co najmniej dymisją. U nas nie.

Jakkolwiek można zrozumieć, że pomiędzy rządem a prezydentem, pochodzącymi z różnych opcji politycznych, może istnieć niezgoda w wielu kwestiach, to niezgoda ta nie powinna być po pierwsze publiczną, tak publiczną, że zdaje się być kwestionowaniem porządku państwa, a po drugie i to kategorycznie, nie może być niezgodą ad personam zamiast ad meritum. Niestety zarówno pan Sikorski jak i inni członkowie rządu oraz ważni politycy PO, na takie właśnie działania przy wtórze wspierających ich mediów pozwalali sobie bez żenady, honoru i dbałości o interes państwowy i narodowy. Miny, gesty, znaczące niedopowiedzenia i niewybredne komentarze to był niemal chleb powszedni dostarczany przez ostatnie 5 lat, bez najmniejszych skrupułów, przez główne media, ze szczególnym zaangażowaniem Gazety Wyborczej, TVN24 i Newsweek'a, radia ZET i innych ich medialnych i internetowych przybudówek.

Wielu brało udział w tym spektaklu, mającym na celu wyeliminowanie z polityki ludzi o wyraźnie narodowym charakterze, a brylowali panowie Niesiołowski i Palikot, a także Komorowski i Sikorski nie licząc polityków o mniejszym znaczeniu i licznej rzeszy dziennikarzy i publicystów. Dziś, gdy smutek i żałoba ogarnęła nie tylko rodziny, przyjaciół i polityczne środowiska ofiar tragedii ale także zwykłych ludzi, zjadaczy chleba, będących przedmiotem polityczno-medialnych manipulacji, prowadzonych przez wspomniane osoby i środowiska, wydaje się, że wobec powagi śmierci, ogromu bólu i żałoby, którą okrył się naród, minimalnym nakazem kultury jest po prostu powstrzymanie się od publicznych wystąpień, chyba, że w celu skruchy i prośby o przebaczenie.

Przebaczenie, nie tych którzy odeszli, bo o to można się tylko modlić w ukryciu przed światem ale przebaczenie nas oszukiwanych, manipulowanych, pozbawianych rzetelnej i bezstronnej informacji.

Niestety, poza nielicznymi wyjątkami osoby te i instytucje nie zechciały skorzystać, a jeśli już to tak nieszczerze jak gazeta redaktora Michnika. Z jednej strony żal i refleksja nad swymi działaniami, a z drugiej akcja "Wawel nie dla Kaczyńskich".

Pan Sikorski z tej okazji nie skorzystał ani z własnej woli, ani pomimo okazji, którą stworzyła mu w swoim programie pani redaktor Cholecka, pytaniem kończącym rozmowę.

Mam nadzieję, że po tej tragicznej lekcji, którą odebraliśmy, nikomu kto pretenduje do funkcji publicznych, nie wystarczą już ani dobra aparycja, ani świetnie skrojony garnitur i idealnie dobrany krawat, ani też szokujące prowokacje czy pokrywająca pustosłowie elokwencja, by uzyskać nasze społeczne zaufanie i mandat do sprawowania władzy.

Wierzę, że twarze i nazwiska szyderców zarówno tych znanych z telewizji i gazet jak i tych, którzy śmieli zakłócić w Krakowie święty okres narodowej żałoby, zostaną zapamiętane. Nie po to by się mścić, nie po to by im ubliżać ale po to byśmy siebie, Naród i Państwo ochronili od kolejnych nieszczęść.


środa, 14 kwietnia 2010

Krakowskim Szydercom

Wybacz im Panie choć wiedzą co czynią


Co mogę powiedzieć Wam szydercy

Gdy obwieszczona wiadomość
Przerosła możliwość pojmowania
Gdy niegasnący obraz
Przekracza granice wyobraźni
A oczy przesłaniają łzy
I serce kurczy się w bólu
I usta szepcą modlitwy

Co mogę Wam rzec dzisiaj szydercy

By nie zbrukać
Pamięci poległych
Honoru żywych
I swej duszy

Co mogę Wam wyszeptać ze ściśniętej krtani

Ja z wyboru krakowianin
By nie poddać się Waszej
Nienawiści
Małości
I złu
By się nie skundlić i nie stać się Wami

Wybacz im Panie choć wiedzą co czynią

Bo my nie umiemy

Przywitanie

Patrzę i płaczę i modlę się z poległych i ich rodziny, bo tylko tyle mogę. Jak ktoś to przeczyta to proszę niech też odmówi Różaniec.

WAWEL to jedyne miejsce

Popieram bezwzględnie i jako Polak i jako mieszkaniec Krakowa. Pochówek powinien mieć miejsce w Narodowej Nekropolii jaką od stuleci jest Wawel i ze względu na osobę i jej zasługi jak i również ze względu na interes narodowy. My Naród bowiem chowamy bohatera jak przystało w panteonie królów i przywódców wolnego państwa.


Będą krzyczeć i pluć żółcią, już krzyczą, już wszczynają awantury, ale niech pamiętają, że dziś ponad naszymi głowami, ponad naszym bólem i naszą żałobą toczy się prawdziwa polityczna batalia o ponowne podporządkowanie Polski obcym interesem. Polska i Rosja bez względu na uczucia ludzi i okazywaną sobie serdeczność długofalowo zawsze miały i mieć będą rozbieżne interesy polityczne, co oczywiście nie musi oznaczać nienawiści między ludźmi i nie powinno zniechęcać do podejmowania prób pojednania, wybaczenia i budowy poprawnych stosunków między narodami i państwami.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Polityka miłości

No tak i najwyrażniej ten czas, zbiorów owoców polityki miłości już przyszedł i objawił się wybuchem zjadliwej nienawiści.
Przebrała się miarka gdy miliony Polaków pogrążyły się w żałobie po Prezydencie, gdy przez Pałac Prezydencki przesuwa się nieńcząca rzesza ludzi oddających mu hołd. Teraz wystarczył już tylko pretekst by uzasadnić kolejne akty agresji.
Kiedyś myślałem, że PO ma członków, fanów, no może trochę fanatykówale teraz widzę, że ma zaczadzonych oparami sekciarstwa wyznawców, bo tylko tak mogę sobie wytłumaczyć absolutny brak wstydu i umiaru tych co protostują przeciw pochówkowi Prezydenckiej Pary na Wawelu.
Jest mi strasznie wstyd, zwłaszcza,że sam jestem z Krakowa.
de47e9d6b2463c1e3477456f2451ac9f

Słowa Przyjaciela

Jeszcze nigdy nie słyszałem gdy ktoś tak pięknie mówi o Polsce i Polakach.

W CZAS SMUTKU I OTRZEŹWIENIA

W CZAS SMUTKU I OTRZEŹWIENIA


PROLOG

Katyński dzwon
Podziemny dzwon

Co skargę światu niesie
Dwudziestu dwóch tysięcy
Dusz co uszły tyłem głowy

Spiżowym sercem mierzy czas
Serc tam pomordowanych

Ojczyzny czas co liczy swoje syny

Morderców czas na skruchę przypisany

Od dzisiaj zmienił dźwięku ton
Bo liczy nowe rany

I choć spiżowe serce ma
Łka

WYZNANIE WIN

I Zygmunt co z Jagiellonów zrodzon chwały
I Święty Wojciech w Gnieździe naszym
I wszystkie dzwony i dzwoneczki
I serc miliony
Tez załkały

W zadumie
W Ciszy
W Serc łomocie
W modlitwie
W katedrach i pod gołym niebem
Z rumieńcem wstydu
Łzą na twarzy
Sumień bolesnym zapytaniem

Jak się to stało
Że ich wielkość
Tak plugawiła nasza małość

Jak to się Boże Miłosierny stało
Że serca nasze zimne były
A usta zapalczywe W głoszeniu sądów pospiesznych i niesprawiedliwych

PROŚBA

Dziś Narodowe Rekolekcje
Dajesz nam Boże w czas wesela
Czas Zmartwychwstania
Przyjm miłosiernie nasza skruchę
A ofiar dusze wprost do nieba


MODLITWA

Boże coś Polskę ......
Dodaj nam siły Panie
I ozdrów sumienia
W czyn przekuj natchnienia
Daj radość spełnienia
W Twej służbie Ludziom i Ojczyźnie
Daj następców godnych
Tych których wezwałeś
I otocz opieką
Byśmy nie upadli

WYZWANIA

Bóg, Honor, Ojczyzna
Duma i Miłość
Pokój ale nie za każdą cenę
Sprawiedliwość i Miłosierdzie
Pokora ale nie uległość

12-13 KWIETNIA 2010 W KRAKOWIE W HOŁDZIE PREZYDENCKIEJ PARZE I ICH PRZYJACIOŁOM

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

KATYŃ 10 kwietnia 2010









Gdy pisałem poprzedni post, niecałe pięć dni temu, zawarłem w nim prognozę, przewidywanie politycznych konsekwencji związanych ze zmianą nastawienia władz Rosji do Mordu Katyńskiego. A dziś w trzecim dniu po smoleńskiej tragedii, po towarzyszącej jej refleksji, cóż mogę powiedzieć?

Połączenie tych dwóch tragedii, tej sprzed 70. lat i tej wczorajszej jest przecież tak naturalnie nasuwające się, że nawet Rosjanin, dyrektor katyńskiego cmentarza, wyraził pogląd o nierozerwalnym ich połączeniu, że domaga się jakiejś próby wytłumaczenia go sobie.

Można snuć różne rozważania, można i pewnie trzeba patrzeć na tę ostatnią tragedię z różnych punktów widzenia. Ja w swej małości wobec Boskich wyroków i historycznych wydarzeń nawet nie śmiem pytać dlaczego. Nie pytam dlaczego, ale w kontynuacji mojego widzenia wydarzeń politycznych i mojej wiary próbuję ocenić konsekwencje, bo wierzę, że ta tragiczna śmierć Prezydenta Rzeczypospolitej, jego małżonki i wszystkich towarzyszących im osób, elit politycznych, wojskowych, administracyjnych i społecznych w tych konkretnych okolicznościach, miejscu i czasie ma swój sens. I jestem przekonany, że jest ona swego rodzaju pieczęcią złożoną na grobie tych pomordowanych 70 lat temu. Pieczęcią, zamykającą ostatecznie okres kłamstw i półprawd, wykluczającą możliwość dalszych manipulacji, obracającą w niwecz dotychczasową politykę władz Rosji ale za to otwierającą perspektywę przeprosin i wybaczenia, tak potrzebną i nam i Rosjanom.

A jeśli tak się stanie to będzie to zwycięstwo Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wielkiego patrioty, z którego za życia tak łatwo było niektórym kpić i dworować.

Wobec Boskich wyroków trzeba zachować pokorę, bo mogą one wstrząsnąć Światem i zmienić wszelkie perspektywy, każdą ludzką kalkulację.

środa, 7 kwietnia 2010

Katyń 2010




CYNICZNY, BARBARZYŃSKI AKT POLITYKI SOWIECKIEJ WCIĄŻ ZDAJE SIĘ BYĆ INSTRUMENTEM POLITYKI W RĘKACH PRAWNYCH NASTĘPCÓW MOCODAWCÓW ZBRODNI

Cierpliwie słuchałem, oglądałem i czytałem  wszelkie informacje, wynurzenia dziennikarskie i wypowiedzi polityków. Tych ostatnich nie oceniam, ani też nie usprawiedliwiam chcę wierzyć bowiem, że nie zawodzą ich ani umiejętności, ani wiedza polityczna i historyczna, ani też zdolność do prognozowania, nie zawsze jednak muszą i powinni swoje rzeczywiste stanowisko w sprawach międzynarodowych formułować wprost i publicznie je obwieszczać.
Uważając jednak, że specyficznym obowiązkiem dziennikarzy, a zwłaszcza dziennikarzy najbardziej opiniotwórczych mediów, wynikającym z osiągniętej przez nie i przez nich pozycji społecznej jest co najmniej wszechstronna dociekliwość, oczekiwałem wszechstronnej analizy nowego w polityce rosyjskiej zjawiska jakim stało się zaproszenie Premiera RP na wspólne z Premierem Rosji obchody 70. rocznicy tego co my nazywamy zbrodnią katyńską, a rosyjskie władze pewnie jakimś tam mniej lub bardziej eufemistycznym określeniem. Oczekiwałem, pytań drążących problem, pytań o istotę i przyczynę zmiany dotychczasowej polityki Kremla. Próby syntezy polityki Rosji, zwłaszcza jej polityki wobec państw zwanych przez nią biską zagranicą, polityki wobec państw byłych satelitów ZSRR, politycznych uwarunkowań współpracy z Europą i Wolnym Światem. Nakreślenia możliwych, bo mających uzasadnienie w historii i dalekosiężnych celach politycznych, scenariuszy. A czegóż byłem świadkiem? Ano, pomijając wątek oddania sprawiedliwości tym z Rosjan, którzy wiele zrobili dla ujawnienia tej zbrodni, politycznie, historycznie i kulturowo naiwnego zachwytu nad doniosłym aktem pana Putina. Wypowiedziami usiłującymi poniekąd poprzez antycypację tego co według mediów miało się wydarzyć w Katyniu w dniu 7 kwietnia 2010 roku stworzyć wrażenie, że zmiana stanowiska Kremla już jest faktem, że Rosja przeprosi Polaków, że otwarty został nowy rozdział kontaktów i współpracy, że otworzą się rosyjskie archiwa i światło dzienne ujrzą nowe dokumenty i temu podobne pobożne życzenia. Balonik chwały rosyjskiej polityki pompowano do dzisiejszego poranka, gdy okazało się, że żadnego przekazania nowych dokumentów nie będzie. A potem, potem to już balonik pękł i wbrew oczekiwaniom naiwnych entuzjastów nie wydarzyło się nic więcej poza obecnością pana Putina w Katyniu. Teraz pewnie rozpocznie się usprawiedliwianie rosyjskich władz, wskazywanie na uwikłania wewnętrznej polityki, na jakkolwiek niezgodne z oczekiwaniami to jednak podniosłe i wyważone przemówienie Putina i jego historyczne znaczenie. Nawet nie będę tego komentował.
Ponieważ, ci którzy roszczą sobie pretensje do rządu dusz, a przynajmniej do rządu na poglądami Polaków nie raczyli wykonać pracy do której byli i są moralnie zobowiązani, za to wielu z nich zachowywało się jakby uprawiało rosyjski PR w Polsce, to czuję się zmuszony podzielić  moimi własnymi przemyśleniami.
Truizmem wydaje się stwierdzenie, że każde, a zwłaszcza że każde państwo mające aspiracje bycia regionalną czy globalną potęgą nie zmienia istotnych elementów swojej polityki międzynarodowej w wyniku natchnienia, czy tez przypływu dobrych uczuć, bądź jakiejś nagłej moralnej przemiany jednego z jej przywódców. Taka zmiana, zwłaszcza w odniesieniu do państwa będącego niewątpliwym liderem, pod względem wielkości, siły ekonomicznej i roli jaką chce i może odgrywać w Europie, wśród państw mających wiedzę, historyczne doświadczenie i wolę przeciwstawiania się odbudowie terytorialnej rosyjskiego imperium , musi być uzasadniona możliwymi politycznymi zyskami, musi być kosztem usprawiedliwionym korzyściami, które zamierza się osiągnąć.
Rosja, jakkolwiek poniosła klęskę swej polityki brutalnej siły realizowanej poprzez struktury państwa komunistycznego i poniosła wielkie straty ekonomiczne, terytorialne, polityczne, społeczne i moralne w wyniku jego rozpadu, to nie przestała być jednym z istotnych podmiotów polityki światowej.  Dwie prezydentury wraz z obecną quasi prezydenturą pana Putina to okres intensywnej odbudowy pozycji Rosji zarówno ekonomicznej jak i politycznej. To również okres odbudowy pozycji terytorialnej, no oczywiście nie poprzez aneksję ale działania polityczne i ekonomiczne. Armia bywa tu używana (Gruzja) jedynie w celu demonstracji możliwości i jasnego obwieszczenia powziętych politycznych zamiarów. Nie wdając się w analizę wydarzeń i rosyjskich działań  na jej dalekim wschodzie czy południu lub demonstracji związanej z biegunem północnym pozwolę sobie jedynie na kilka słów w sprawie rosyjskiego zachodu.
W wyniku rozpadu ZSRR oraz Układu Warszawskiego, Rosja utraciła swe europejskie przyczółki, a w tym przede wszystkim Polskę, Czechy i Słowację, Węgry i państwa bałtyckie. Przejściowo utraciła również Białoruś i Ukrainę. Mając na względzie specyfikę położenia geograficznego czyni to Rosję otwartą na każdy potencjalny atak, pozbawia ją przedpola i powoduje naturalną chęć odzyskania utraconych pozycji. Z drugiej strony pozbawia ją przywileju poczucia bycia państwem europejskim co dodatkowo pogłębia frustrację i osłabia możliwość wpływu na politykę europejską i euro-atlantycką.
Oczywiście Rosja nie ma dziś siły politycznej pozwalającej na wojskową aneksję utraconych terytoriów, nie jest ona zresztą we współczesnym świecie warunkiem sin equa non by uzyskać faktyczną władzę polityczną, pozwalającą uznać przynajmniej dla celów polityki globalnej formalnie obce terytoria za własne. Tak przecież w mniejszym czy większym stopniu jest już dzisiaj z niepodległym państwem Białoruskim. W takim też kierunku wydają się zmierzać wydarzenia na Ukrainie. Państwom UE najwyraźniej brakuje wyobraźni i woli politycznej by poprzeć polskie stanowisko w kwestii szybkiego włączenia tej ostatniej w europejskie struktury polityczne i wojskowe. A tak na marginesie, bo to temat na inne rozważania, może ten brak stanowiska jest stanowiskiem – po co umacniać Polskę, bo ta w wyniku włączenia Ukrainy do UE zyskała by niewątpliwie na swym znaczeniu politycznym.
Oczywiście techniki jakie stosuje Rozja w celu realizacji swych politycznych interesów na Białorusi czy Ukrainie nie mogą być wprost zastosowane do Polski, Czech, Słowacji, Węgier czy państw Bałtyckich, ze względu na ich postępującą integrację w ramach UE i NATO.
Możliwe jest jednak, bo nie raz już w historii naszych wzajemnych stosunków stosowane było, podjęcie akcji dyplomatycznej izolującej Polskę i jej inicjatywy polityczne związane na przykład z Gruzją czy Ukrainą. Sprawność rosyjskiej dyplomacji jest duża, prawdziwy czy udawany zachwyt przywódców Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii wystarczający by akceptować podsuwane przez przywódców Rosji interpretacje, zwłaszcza gdy doprawione są one wizją fantastycznych interesów gospodarczych (patrz Gazociąg Północny). Jakie to ma znaczenie, ogromne, wystarczy uważnie przyjrzeć się jak to z narodu eksterminowanego przez hitlerowskie Niemcy powoli usiłuje się z nas zrobić współodpowiedzialnych za zagładę Żydów. Ukształtowanie w Europie i na Świecie poglądu, że Polacy są antyrosyjscy i swą antyrosyjskość wyssali z mlekiem matki postawi nas w roli wiecznie usprawiedliwiających się, w roli pozbawionych wpływu na kształtowanie polityki wobec Rosji, a w konsekwencji uczyni podatnymi na rosyjskie wpływy ekonomiczne i polityczne.
Dyplomacja i politycy rosyjscy już nie raz takie próby podejmowali, ot choćby ostatnio w trakcie obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Próba chyba nie wypaliła, choć trudno to ocenić obiektywnie tylko z naszego polskiego punktu widzenia, bo przecież Wolterowskie – kłamcie, kłamcie a coś z tego zostanie - doskonale sprawdzało się zarówno w wersji Goebbelsa jak i Stalina, więc czemu nie teraz.
No dobrze, a co to wszystko ma wspólnego z obchodami w Katyniu, emisją filmu Wajdy w jednym z rosyjskich kanałów telewizyjnych. Ano moim zdaniem ma.
Po pierwsze oba wydarzenia dzieją się z woli, inicjatywy i w wyniku świadomych decyzji politycznych władz Rosji. Takie decyzje nie są podejmowane przypadkiem. Mimo mojej dobrej woli nie wierzę i ten brak wiary potwierdza dzisiejsza wypowiedź premiera Putina i artykuły w rosyjskich gazetach, w moralną przemianę, wyrzuty sumienia itp. bo są to cechy i przywileje ludzi, a nie tworów politycznych.
Po drugie, bo z jednej strony jest Polska, której uczucia związane z Katyniem doskonale przedstawił dzisiaj Premier Tusk – „Jesteśmy tutaj także dlatego, że Katyń stał się w najgłębszym tego słowa znaczeniu mitem. Miał być kłamliwym mitem założycielskim państwa komunistycznego, ale ci, którzy na tym kłamstwie chcieli ufundować powojenną Polskę przegrali z prawdą, bo narodził się mit powtarzany z ust do ust przez całe pokolenia. Zawsze wtedy, gdy mówiono nawet szeptem prawdę o Katyniu wiedzieliśmy, że nas nie pokonali. Prawda o Katyniu stała się mitem założycielskim niepodległej Polski. Spowodowała, że my wszyscy Polacy jesteśmy jedną wielką rodziną katyńską. Nie tylko ci, którzy stracili najbliższych, a dzisiaj są wśród nas.”.
A z drugiej Rosja, mająca okazję pokazać Europie i Światu patrzcie nasz premier przybywa do Katynia by oddać pokłon zabitym przez Stalina i NKWD polskim oficerom, nasza telewizja pokazuje polski film o Katyniu, a im Polakom ciągle mało. Oni nie chcą prawdy, nie o prawdę i pojednanie im chodzi, oni po prostu nienawidzą Rosjan, są swego rodzaju rosjanożercami, oni chcą naszego poniżenia, poniżenia wielkiego i bohaterskiego narodu, w domyśle, to nie jest poważny podmiot życia politycznego, to szkodliwy relikt.
Brzmi fatalnie, sam się boję słów które napisałem, niestety jestem przekonany, że i je przewiduje scenariusz obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej napisany na Kremlu w celu realizacji dalekosiężnych planów politycznych.
Bardzo chciałbym się mylić co do przedstawionej prognozy działania władz Rosji, niestety nie znajduję, żadnych przesłanek by tej pesymistycznej prognozie odmówić racjonalności, by powiedzieć cynizm polityków i polityki ma jednak granice.

piątek, 26 marca 2010

Coś na spóźniony początek

Już od dłuższego czasu noszę się z pomysłem by własne przemyślenia publikować, miast prowadzić bezowocną dyskusję z ekranem telewizora. Och wiem, a może podejrzewam, że decyzja taka pociągnąć za sobą może konieczność systematycznego pisania. I jakkolwiek samo pisanie nie sprawia mi większego kłopotu, pochodzę ze starej szkoły gdzie jeszcze uczono pisać i wymagano tak zwanego oczytania, to systematyczność nie jest moją najmocniejszą stroną.

Dlaczego akurat polityka? No cóż, a czy jest coś bardziej interesującego i jednocześnie w sposób prawie nieunikniony przekładającego się na życie nasze i przyszłych pokoleń. Czyż jest możliwym współcześnie nieuczestniczenie w polityce, choćby w całkiem bierny sposób. Czyż jako tako inteligentny człowiek może nie buntować się, nie reagować gdy politycy wespół z mediami drwią z logiki, etyki i elementarnej zdolności do kojarzenia faktów. Potrójne i po-wielokrotne nie.

To "nie", które może objawiać się w wieloraki sposób, u mnie do tej pory, jak już napisałem sprowadzało się do dyskusji z telewizorem. Teraz przyszedł czas na zmianę. Nie wiem jeszcze dokładnie jaką formę przyjmą moje przemyślenia, może to będzie po prostu spis pytań których nie zadano, a które moim zdaniem każdy uczciwie wykonujący swój zawód dziennikarz powinien zadać publicznie, a może bieżący komentarz do politycznych wydarzeń. na dokonanie wyboru pozostawiam sobie jeszcze trochę czasu.

O święta naiwności

Dzień bez afery to dla naszych mediów dzień stracony, no to mamy nową aferkę. Tym razem padło na senatora PiS pana Skorupę.
Afera jak afera i nie mam zamiaru jej tu roztrząsać. Byłoby wspaniale gdyby wszyscy nasi politycy i nie tylko oni, byli kryształowo uczciwi i całym swym życiem świadczyli, że działają jedynie pro publico bono. Tak jednak nie jest i nigdy nie będzie, bo wszyscy jesteśmy jedynie ludźmi.
Czy działanie i słowa pana Senatora mi się podobają, oczywiście nie. Czy takie zachowania są godne potępienia, oczywiście tak. Pozostaje jednak pytanie czy można i należy publicznie pastwić się nad osobą pana Senatora, co media, a w szczególności TVN24, dziś czynią z widoczną rozkoszą. Nie, po wielokroć nie. To nie etyczne i w najwyższym stopniu niezgodne z naszą kulturą by być jednocześnie prowokatorem, śledczym, prokuratorem, sędzią, sprawozdawcą sądowym, a na koniec ironicznym prześmiewcą.
Z takim oto nastawieniem wysłuchiwałem się w poranny program w TVN24. I widząc święte oburzenie pana redaktora J. Kuźniara wypowiedziami Senatora, a zwłaszcza jego utyskiwaniem na senatorskie uposażenie, zareagowałem. Wysłałem krótkiego e-maila:
Od: Stach
Data: 26 marca 2010 09:20:44 CET
Do: "kontakt@tvn.pl"
Temat: W sprawie senatora Skorupy

Szanowny Panie Redaktorze Prowadzacy poranny program,
Nie rozgrzeszajac pana Senatora pozwalam sbie wyrazic opinię, że postępowanie dziennikarzy w tej sprawie niewiele się różni od postępowań prowadzonych przez CBA. Reakcja prokuratury natychmiastowa - brawo, może by tak przenieść tę prokuraturę do Warszawy bo tamtejsza jakoś miała problemy z wszczęciem, z wlasnej inicjatywy, postępowania w tzw. sprawie hazardowej. I na koniec jedno pytanie, tak by mieć skalę porównawczą, w kwestii wynagrodzenia pana senatora - ile zarabia miesiecznie Pan, Panie Redaktorze.
Z poważaniem
Stach W.........
Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku chwilach słyszę anons, mniej więcej takiej treści "napisał do nas Stach W, który zażądał by dziennikarze upublicznili swoje wynagrodzenia .....", po czym pan redaktor przekazał jeszcze coś w rodzaju własnego, a wypowiedzianego w imieniu wszystkich dziennikarzy tego świata, oświadczenia o prywatności i tajności zawieranych z prywatnym pracodawcą kontraktów i rześko powrócił do senatorskiego wynagrodzenia.

Tak jak wielkie było moje zdziwienie tak też wielkie było zniesmaczenie. Jest taki góralski kawał, cytowany przez śp. księdza Tischnera, "są trzy rodzaje prawdy: prowda, tyz prowda i g... prowda". Przekazana informacja miała się do treści maila właśnie jak ta ostatnia z góralskich prawd.
Wysyłanie maili na wskazany przez TVN24 adres jest dobrowolne, ich cytowanie w audycji tej stacji, dla niej, nieobowiązkowe ale przekazywanie nieprawdziwej informacji o treści otrzymanej korespondencji, co najmniej żenujące.
I gdyby tak przyjąć rozszerzającą interpretację to można by dojść do bardzo smutnych wniosków co jakości i wiarygodności wszelkich informacji przekazywanych przez media.
Nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonymi, więc niepomny doświadczenia wysłałem jeszcze jednego maila:

Od: Stach
Data: 26 marca 2010 09:46:47 CET
Do: "kontakt@tvn24.pl"
Temat: Pd: W sprawie senatora Skorupy

Szanowny Panie,
No cóż mówili że telewizja kłamie i rzeczywiście nie mówi prawdy. To co Pan powiedział o przesłanej przeze mnie korespondencji mija się zarówno z jej treścią jak i intencją. Tak naprawdę, nie interesuje mnie ile Pan zarabia, potrafię to sobie wyobrazić, razi mnie jednak, udawane świętoszkowate oburzenie. Wydając sądy, samemu trzeba by być bez skazy, zarzucając nieuczciwość samemu trzeba by uczciwie postępować. No cóż, najwyraźniej Pańska profesja uwalnia od takich moralnych dylematow.
Z poważaniem
Stach W........
Tym razem nie doczekałem się ani komentarza, ani odpowiedzi.

Jakaś pointa, podsumowanie, może wnioski?
O nie! Nic z tego! Bo jeszcze bym popadł w jakieś moralizatorstwo a samem grzeszny albo zapomniał, co mówi Kohelet w Piśmie Świętym "Ale nawet w myśli nie złorzecz królowi, a w swej komnacie sypialnej nie bluźnij bogaczom, bo ptactwo pod niebem wieści rozniesie, a skrzydlaty donosiciel rozgłosi twoje słowa".