CYNICZNY, BARBARZYŃSKI AKT POLITYKI SOWIECKIEJ WCIĄŻ ZDAJE SIĘ BYĆ INSTRUMENTEM POLITYKI W RĘKACH PRAWNYCH NASTĘPCÓW MOCODAWCÓW ZBRODNI
Cierpliwie słuchałem, oglądałem i czytałem wszelkie informacje, wynurzenia dziennikarskie i wypowiedzi polityków. Tych ostatnich nie oceniam, ani też nie usprawiedliwiam chcę wierzyć bowiem, że nie zawodzą ich ani umiejętności, ani wiedza polityczna i historyczna, ani też zdolność do prognozowania, nie zawsze jednak muszą i powinni swoje rzeczywiste stanowisko w sprawach międzynarodowych formułować wprost i publicznie je obwieszczać.
Uważając jednak, że specyficznym obowiązkiem dziennikarzy, a zwłaszcza dziennikarzy najbardziej opiniotwórczych mediów, wynikającym z osiągniętej przez nie i przez nich pozycji społecznej jest co najmniej wszechstronna dociekliwość, oczekiwałem wszechstronnej analizy nowego w polityce rosyjskiej zjawiska jakim stało się zaproszenie Premiera RP na wspólne z Premierem Rosji obchody 70. rocznicy tego co my nazywamy zbrodnią katyńską, a rosyjskie władze pewnie jakimś tam mniej lub bardziej eufemistycznym określeniem. Oczekiwałem, pytań drążących problem, pytań o istotę i przyczynę zmiany dotychczasowej polityki Kremla. Próby syntezy polityki Rosji, zwłaszcza jej polityki wobec państw zwanych przez nią biską zagranicą, polityki wobec państw byłych satelitów ZSRR, politycznych uwarunkowań współpracy z Europą i Wolnym Światem. Nakreślenia możliwych, bo mających uzasadnienie w historii i dalekosiężnych celach politycznych, scenariuszy. A czegóż byłem świadkiem? Ano, pomijając wątek oddania sprawiedliwości tym z Rosjan, którzy wiele zrobili dla ujawnienia tej zbrodni, politycznie, historycznie i kulturowo naiwnego zachwytu nad doniosłym aktem pana Putina. Wypowiedziami usiłującymi poniekąd poprzez antycypację tego co według mediów miało się wydarzyć w Katyniu w dniu 7 kwietnia 2010 roku stworzyć wrażenie, że zmiana stanowiska Kremla już jest faktem, że Rosja przeprosi Polaków, że otwarty został nowy rozdział kontaktów i współpracy, że otworzą się rosyjskie archiwa i światło dzienne ujrzą nowe dokumenty i temu podobne pobożne życzenia. Balonik chwały rosyjskiej polityki pompowano do dzisiejszego poranka, gdy okazało się, że żadnego przekazania nowych dokumentów nie będzie. A potem, potem to już balonik pękł i wbrew oczekiwaniom naiwnych entuzjastów nie wydarzyło się nic więcej poza obecnością pana Putina w Katyniu. Teraz pewnie rozpocznie się usprawiedliwianie rosyjskich władz, wskazywanie na uwikłania wewnętrznej polityki, na jakkolwiek niezgodne z oczekiwaniami to jednak podniosłe i wyważone przemówienie Putina i jego historyczne znaczenie. Nawet nie będę tego komentował.
Ponieważ, ci którzy roszczą sobie pretensje do rządu dusz, a przynajmniej do rządu na poglądami Polaków nie raczyli wykonać pracy do której byli i są moralnie zobowiązani, za to wielu z nich zachowywało się jakby uprawiało rosyjski PR w Polsce, to czuję się zmuszony podzielić moimi własnymi przemyśleniami.
Truizmem wydaje się stwierdzenie, że każde, a zwłaszcza że każde państwo mające aspiracje bycia regionalną czy globalną potęgą nie zmienia istotnych elementów swojej polityki międzynarodowej w wyniku natchnienia, czy tez przypływu dobrych uczuć, bądź jakiejś nagłej moralnej przemiany jednego z jej przywódców. Taka zmiana, zwłaszcza w odniesieniu do państwa będącego niewątpliwym liderem, pod względem wielkości, siły ekonomicznej i roli jaką chce i może odgrywać w Europie, wśród państw mających wiedzę, historyczne doświadczenie i wolę przeciwstawiania się odbudowie terytorialnej rosyjskiego imperium , musi być uzasadniona możliwymi politycznymi zyskami, musi być kosztem usprawiedliwionym korzyściami, które zamierza się osiągnąć.
Rosja, jakkolwiek poniosła klęskę swej polityki brutalnej siły realizowanej poprzez struktury państwa komunistycznego i poniosła wielkie straty ekonomiczne, terytorialne, polityczne, społeczne i moralne w wyniku jego rozpadu, to nie przestała być jednym z istotnych podmiotów polityki światowej. Dwie prezydentury wraz z obecną quasi prezydenturą pana Putina to okres intensywnej odbudowy pozycji Rosji zarówno ekonomicznej jak i politycznej. To również okres odbudowy pozycji terytorialnej, no oczywiście nie poprzez aneksję ale działania polityczne i ekonomiczne. Armia bywa tu używana (Gruzja) jedynie w celu demonstracji możliwości i jasnego obwieszczenia powziętych politycznych zamiarów. Nie wdając się w analizę wydarzeń i rosyjskich działań na jej dalekim wschodzie czy południu lub demonstracji związanej z biegunem północnym pozwolę sobie jedynie na kilka słów w sprawie rosyjskiego zachodu.
W wyniku rozpadu ZSRR oraz Układu Warszawskiego, Rosja utraciła swe europejskie przyczółki, a w tym przede wszystkim Polskę, Czechy i Słowację, Węgry i państwa bałtyckie. Przejściowo utraciła również Białoruś i Ukrainę. Mając na względzie specyfikę położenia geograficznego czyni to Rosję otwartą na każdy potencjalny atak, pozbawia ją przedpola i powoduje naturalną chęć odzyskania utraconych pozycji. Z drugiej strony pozbawia ją przywileju poczucia bycia państwem europejskim co dodatkowo pogłębia frustrację i osłabia możliwość wpływu na politykę europejską i euro-atlantycką.
Oczywiście Rosja nie ma dziś siły politycznej pozwalającej na wojskową aneksję utraconych terytoriów, nie jest ona zresztą we współczesnym świecie warunkiem sin equa non by uzyskać faktyczną władzę polityczną, pozwalającą uznać przynajmniej dla celów polityki globalnej formalnie obce terytoria za własne. Tak przecież w mniejszym czy większym stopniu jest już dzisiaj z niepodległym państwem Białoruskim. W takim też kierunku wydają się zmierzać wydarzenia na Ukrainie. Państwom UE najwyraźniej brakuje wyobraźni i woli politycznej by poprzeć polskie stanowisko w kwestii szybkiego włączenia tej ostatniej w europejskie struktury polityczne i wojskowe. A tak na marginesie, bo to temat na inne rozważania, może ten brak stanowiska jest stanowiskiem – po co umacniać Polskę, bo ta w wyniku włączenia Ukrainy do UE zyskała by niewątpliwie na swym znaczeniu politycznym.
Oczywiście techniki jakie stosuje Rozja w celu realizacji swych politycznych interesów na Białorusi czy Ukrainie nie mogą być wprost zastosowane do Polski, Czech, Słowacji, Węgier czy państw Bałtyckich, ze względu na ich postępującą integrację w ramach UE i NATO.
Możliwe jest jednak, bo nie raz już w historii naszych wzajemnych stosunków stosowane było, podjęcie akcji dyplomatycznej izolującej Polskę i jej inicjatywy polityczne związane na przykład z Gruzją czy Ukrainą. Sprawność rosyjskiej dyplomacji jest duża, prawdziwy czy udawany zachwyt przywódców Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii wystarczający by akceptować podsuwane przez przywódców Rosji interpretacje, zwłaszcza gdy doprawione są one wizją fantastycznych interesów gospodarczych (patrz Gazociąg Północny). Jakie to ma znaczenie, ogromne, wystarczy uważnie przyjrzeć się jak to z narodu eksterminowanego przez hitlerowskie Niemcy powoli usiłuje się z nas zrobić współodpowiedzialnych za zagładę Żydów. Ukształtowanie w Europie i na Świecie poglądu, że Polacy są antyrosyjscy i swą antyrosyjskość wyssali z mlekiem matki postawi nas w roli wiecznie usprawiedliwiających się, w roli pozbawionych wpływu na kształtowanie polityki wobec Rosji, a w konsekwencji uczyni podatnymi na rosyjskie wpływy ekonomiczne i polityczne.
Dyplomacja i politycy rosyjscy już nie raz takie próby podejmowali, ot choćby ostatnio w trakcie obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Próba chyba nie wypaliła, choć trudno to ocenić obiektywnie tylko z naszego polskiego punktu widzenia, bo przecież Wolterowskie – kłamcie, kłamcie a coś z tego zostanie - doskonale sprawdzało się zarówno w wersji Goebbelsa jak i Stalina, więc czemu nie teraz.
No dobrze, a co to wszystko ma wspólnego z obchodami w Katyniu, emisją filmu Wajdy w jednym z rosyjskich kanałów telewizyjnych. Ano moim zdaniem ma.
Po pierwsze oba wydarzenia dzieją się z woli, inicjatywy i w wyniku świadomych decyzji politycznych władz Rosji. Takie decyzje nie są podejmowane przypadkiem. Mimo mojej dobrej woli nie wierzę i ten brak wiary potwierdza dzisiejsza wypowiedź premiera Putina i artykuły w rosyjskich gazetach, w moralną przemianę, wyrzuty sumienia itp. bo są to cechy i przywileje ludzi, a nie tworów politycznych.
Po drugie, bo z jednej strony jest Polska, której uczucia związane z Katyniem doskonale przedstawił dzisiaj Premier Tusk – „Jesteśmy tutaj także dlatego, że Katyń stał się w najgłębszym tego słowa znaczeniu mitem. Miał być kłamliwym mitem założycielskim państwa komunistycznego, ale ci, którzy na tym kłamstwie chcieli ufundować powojenną Polskę przegrali z prawdą, bo narodził się mit powtarzany z ust do ust przez całe pokolenia. Zawsze wtedy, gdy mówiono nawet szeptem prawdę o Katyniu wiedzieliśmy, że nas nie pokonali. Prawda o Katyniu stała się mitem założycielskim niepodległej Polski. Spowodowała, że my wszyscy Polacy jesteśmy jedną wielką rodziną katyńską. Nie tylko ci, którzy stracili najbliższych, a dzisiaj są wśród nas.”.
A z drugiej Rosja, mająca okazję pokazać Europie i Światu patrzcie nasz premier przybywa do Katynia by oddać pokłon zabitym przez Stalina i NKWD polskim oficerom, nasza telewizja pokazuje polski film o Katyniu, a im Polakom ciągle mało. Oni nie chcą prawdy, nie o prawdę i pojednanie im chodzi, oni po prostu nienawidzą Rosjan, są swego rodzaju rosjanożercami, oni chcą naszego poniżenia, poniżenia wielkiego i bohaterskiego narodu, w domyśle, to nie jest poważny podmiot życia politycznego, to szkodliwy relikt.
Brzmi fatalnie, sam się boję słów które napisałem, niestety jestem przekonany, że i je przewiduje scenariusz obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej napisany na Kremlu w celu realizacji dalekosiężnych planów politycznych.
Bardzo chciałbym się mylić co do przedstawionej prognozy działania władz Rosji, niestety nie znajduję, żadnych przesłanek by tej pesymistycznej prognozie odmówić racjonalności, by powiedzieć cynizm polityków i polityki ma jednak granice.

0 Comments:
Post a Comment