Zamyślenia
Dziś minął 8 dzień od tragicznej soboty 10 kwietnia 2010, jesteśmy w połowie ceremonii pogrzebowej Prezydenta RP i jego Małżonki, za nami tydzień bólu, żalu, wstydu i żałoby ale też tydzień modlitwy, wspólnych przeżyć, poczucia narodowej przynależności i jedności.
Może nie jest to najlepszy czas na czynienie jakichś podsumowań, prowadzenie analiz i snucie projekcji przyszłych zdarzeń. Pewnie tak, ale ten czas refleksji na trumnami jaki nam darowano w dzisiejszą noc, nie pozwala mi milczeć. Muszę zanotować to co za chwilę może ulecieć, ulec jakiejś narzuconej przez media relatywizacji lub po prostu usunąć się w zakamarki pamięci pod wpływem natłoku zdarzeń, przywróconej do życia codzienności.
Strata, którą zostaliśmy dotknięci jest tak wielka, że rozum ma trudności z jej ogarnięciem. I jakkolwiek trudno nam ją zrozumieć i zaakceptować to ewidentna większość Narodu zrozumiała niewątpliwie, że jest to utrata Prezydenta RP i dziesiątek wspaniałych ludzi w sensie osobowym, materialnym ale także, a może przede wszystkim głębokie zmiany w tym, co zwano kiedyś imponderabliami. To one przecież stanowią o tym, że na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego niejednemu twardzielowi kręci się w oku łza, że identyfikujemy się często poprzez wielkie osobowości, że jakkolwiek od stuleci nie ma wśród nas świadków naszej chwały i naszych upadków to czujemy się spadkobiercami przeszłych wieków, że "Bóg, Honor, Ojczyzna" wciąż nas zobowiązują.
Zmiany, a nie uszczerbek czy strata, bo przecież na naszych oczach media dokonały niebywałej volty, czegoś co chyba nigdy przedtem się nie wydarzyło, pokazały prawdziwą twarz osób dotąd znieważanych, ośmieszanych, przedstawianych jako zagrożenie dla bytu narodowego. To ciekawe zjawisko, bo nie chodzi tylko o zwyczajowe, dobre słowa o tych co odeszli, chodzi o totalną zmianę wizerunku. Czy ruszyło je, media "sumienie", czy też już tak zszargały zmarłych za ich życia, że nie było co odbrązawiać, a może to my Naród swą wolną, żywiołową reakcją zmusiliśmy je do mówienia prawdy? Jeśli tak to pomyślmy jaka jest nasza siła dokonywania zmian, przebudowy świata gdy tylko podejmujemy działanie zamiast kultywowania społecznego bezruchu.
Przesuwają się przed moimi oczyma obrazy dziewcząt i chłopców w harcerskich mundurach, służących pomocą przed Pałacem Prezydenckim - jak mówią z poczucia obowiązku. Niech będą błogosławieni w swym młodzieńczym zapale.
Seniorów, co swe wychowanie odebrali jeszcze w II Rzeczpospolitej, którzy wbrew swemu wiekowi, trudom życia, chorobom i ułomnościom składają hołd stojąc w deszczu, słońcu i wietrze, w dzień i w nocy w wielogodzinnej pielgrzymce Warszawy i Polski do prezydenckich trumien. Niech będą błogosławieni w swej starczej wytrwałości.
Rodziców z dziećmi, często z ich wianuszkiem, zmęczonych trudem własnym i swych maleńkich pociech, powoli, po kilkanaście godzin trwającym pochodzie klękających przed prezydencką parą. Niech będą błogosławieni w wychowawczym trudzie.
Bezimiennych kobiet i mężczyzn przesuwających paciorki Różańca w modlitwie za poległych, tajemnica za tajemnicą, cząstka za cząstką w modlitewnej zadumie wielogodzinnego oczekiwania. Niech będą błogosławieni w tym wypraszaniu błogosławieństw.
Twarze tysięcy robotników, studentów, uczniów, sportowców, nauczycieli, lekarzy, urzędników, matek, ojców i dziadków, starych i młodych, z Warszawy i wszystkich miejsc gdzie żyją Polacy, zmęczone i ogarnięte żalem i wzruszeniem. Niech będą błogosławione w spełnianiu powinności sumienia i narodowego obowiązku.
Kościoły samorzutnie zapełniające się wiernymi, ich tysiącami, setkami tysięcy. Zawierzeniem Bogu. Wyzwaniem rzuconym w twarz laickiej Europie.
Ból i rozpacz tych co zostali ten, który widzieliśmy u tych co mieli łaską odzyskać ciała najbliższych i głuchą rozpacz tych, którzy wciąż czekają.
Piękne i wzruszające słowa Macieja Łopińskiego, dostojne prawdą słowa księdza Arcybiskupa Józefa Michalika.
Majestat śmierci i majestat Rzeczpospolitej w królewskim kondukcie zdążającym do Katedry Św. Jana.
Twarz brata.
Są i złe obrazy, twarzy zapiekłych, ust ziejących nienawiścią, słów nieprzystojnych, fałszywego strapienia pokrywającego wewnętrzną radość - tych jakkolwiek nie chcę zapomnieć, to nie chcę ich również wspominać.
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie a nam strapionym sen i ukojenie.
0 Comments:
Post a Comment