piątek, 7 maja 2010

Medialny szum, zamiast efektów

Po czterech tygodniach od katastrofy dzisiaj przypuszczono szturm medialny. Mieliśmy okazję, w serii konferencji i briefingów wysłuchać Prokuratora Generalnego, Edmunda Klicha - Przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych akredytowanego przy rosyjskiej komisji badającej katastrofę w Smoleńsku i w końcu Marszałka Sejmu w roli Prezydenta, a czka nas pewnie jeszcze konferencja ministra Millera i ponowny briefing pełniącego obowiązki Prezydenta RP.

Mam jakąś niejasną obawę, że tak skoordynowane w czasie wypowiedzi nie są dziełem przypadku. Sądzę również, że nie są one efektem inicjatywy własnej panów Seremeta i Klicha. Nie, żebym miał coś przeciwko tym panom lub broń Boże przeciwko rzetelnym i jasnym informacjom skierowanym do społeczeństwa. Zdaje mi się jednak, że w żadnym z tych wypadków panowie nie mieli nic szczególnego do powiedzenia, pond to co już słyszeliśmy, a cała medialna akcja związana jest z chęcią "przykrycia" wczorajszej decyzji koalicji rządowej i SLD o odrzuceniu debaty nad rezolucją w sprawie przejęcia śledztwa.

Pan prokurator, poza przytoczeniem ilości teczek i stron zgromadzonych dokumentów oraz cyfrowych zdjęć zapewniał jedynie gorąco o bardzo dobrej współpracy z rosyjską prokuraturą, jak również o sprawnym i skrupulatnym prowadzeniu przez nią śledztwa. Te ostatnie stwierdzenia, jak zrozumiałem, oparł nie o jakieś badania, bo ich prowadzić nie mógł, ale w o słowa prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej.

Pan Klich, jak przystało na rządowego urzędnika, skrzętnie ominął wszelkie sprawy związane z pytaniem o powody, dla których Polska zgodziła się by, gospodarzami dochodzenia po katastrofie samolotu białoruskiego w Radomiu, byli właśnie Białorusini, a nie podjęła żadnych starań by w wypadku smoleńskiej katastrofy samemu uzyskać podobną pozycję. Bardzo delikatnie wspomniał o różnych proceduralnych kłopotach w kontaktach z MAK i rosyjską prokuraturą, ale takie pogłoski tośmy już słyszeli. Co do wypowiedzianych przez niego ocen rzetelności prowadzonego dochodzenia, ani sposobu dokumentacji miejsca katastrofy, czy też gromadzenia dowodów nie chcę się wypowiadać, bo się na tym nie znam. Chciałbym jednak wierzyć, że wszelkie badania były, są i będą prowadzone tak drobiazgowo jak to opisuje w swoim blogu Stary Wiarus. Po ostatnich jednak doniesieniach o stanie miejsca katastrofy i porównaniu ich z opisem działań po katastrofie w Lockerbie - "Faza zbierania szczątków w Lockerbie trwała pięć miesięcy. Znaleziono około 1200 fragmentów wraku. Ponad 1000 policjantów i żołnierzy ręcznie wyzbierało z powierzchni kilkunastu kilometrów kwadratowych ponad 10 tysięcy innych przedmiotów. Każdy znaleziony przedmiot opatrzono etykietką z miejscem i datą znalezienia, umieszczono w plastikowej torebce, a następnie po przewiezieniu do centralnego magazynu prześwietlono przy pomocy przemysłowej aparatury rentgenowskiej, oraz sprawdzono chromatografem gazowym na obecność śladow materiałów wybuchowych." - jakoś nie mogę w to uwierzyć. Podobnie, przy całej dobrej woli, mam wątpliwości co do jakości innych prac komisji, bo dlaczego jeśli w kwestii dokumentowania miejsca katastrofy postąpili tak niedbale, to w innych sprawach mieli by być bardziej profesjonalni? Niestety, ta konferencja nie rozwiała moich wątpliwości. Najistotniejszym chyba stwierdzeniem pana Klicha była jednoznacznie zła opinia o systemie szkolenia pilotów wojskowych w polskim wojsku oraz wskazanie na zaniedbania systemowe po polskiej stronie, jako na przyczynę katastrofy.

Pozostaje jeszcze, krótkie wystąpienie pana Marszałka Komorowskiego. Tu pojawił się jeden nowy aspekt. Otóż pan Marszałek raczył po ojcowsku napomnieć Prokuratora Generalnego, be ten pomimo dobrej współpracy z Rosjanami zechciał wykazać większą stanowczość w dziedzinie uzyskiwania materiałów z rosyjskiego śledztwa. Mówił jeszcze pan Marszałek, że dochodzenie prowadzone jest przez międzynarodową komisję i powtórzył top chyba ze dwa razy, nie racząc wyjśnić, bo nie sądzę, by nie tego nie wiedział, że to taka nazwa (najczęściej zamiast niej używany jest skrót MAK) wspólnej dla państw, byłych republik ZSRR - poza państwami bałtyckimi, komisji badania wypadków lotniczych i że jej międzynarodowość jest ograniczona i ułomna, i w praktyce sprowadza się do tego, że jest to po prostu komisja rosyjska.

Zgodnie z zapowiedzią pana Marszałka, czeka nas jeszcze jedno jego wystąpienie, po rozmowie z wracającym z Moskwy ministrem Millerem, też zapewne bez rewelacji, no chyba, że pan Komorowski i ministra zdecyduje się wezwać do większej efektywności i bardziej stanowczej postawy.

W obu wypadkach i pana Seremety, i pana Millera to wezwanie byłoby oczywiście na miejscu, gdyby nie dotychczasowa postawa rządu i marszałka. Ten ostatni dotychczas raczej wykazywał daleko idącą oszczędność w wypowiedziach o katastrofie. Ta nagła aktywność może mieć oczywiście różne przyczyny i może być różnie tłumaczona. Ja jednak pozostanę przy tym co już powiedziałem, chodzi o propagandowe zatarcie złego wrażenia jakie pozostało po dotychczasowych działaniach państwa, jego agend ( a w zasadzie po ich braku) i posłów PO.

Do tej przyczyny dodam jeszcze jedną. Otóż całe to medialne działanie ma dodatkowo, na celu stworzenie tła dla sukcesu, który pan Komorowski uzyska w czasie swojego spotkania z Prezydentem FR, no na przykład, decyzją prezydenta Miedwiediewa, zostaną wydane jakieś dokumenty ze śledztwa lub ustalone ostateczne terminy ich przesłania do Polski. Pożyjemy zobaczymy.

Pytanie, Które nie padło

Obejrzałem właśnie konferencję prasową posła Halickiego, Przewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. Poza informacjami bieżącymi była mowa o jutrzejszej wizycie marszałka Komorowskiego w Rosji, odbywającej się na zaproszenie Prezydenta Rosji. Rozumiem, że tylko przez przeoczenie, nieuwagę, bądź stres związany z uczestnictwem w tej konferencji nikt nie zadał pytania o następującej lub zbliżonej treści:

Czy nie uważa Pan, że zaproszenie skierowane przez pana Miedwiediewa do marszałka Komorowskiego, który co prawda wypełnia obowiązki Prezydenta RP ale nim nie jest, jest natomiast kandydatem w wyborach prezydenckich, zwłaszcza w kontekście unikania przez Prezydentów Rosji (Putin, Miedwiediew) spotkań z poprzednimi Prezydentami RP (Kwaśniewskim i Kaczyńskim) jest co najmniej nieszczęśliwe i może być traktowane jako przejaw angażowania się Rosji w tocząca się w Polsce debatę polityczną i próbę wpływu na nastroje społeczne i wynik wyborów?